13
Kwi
2018

Pohulanka

„Pohulanka”

Od Autora Mirosława Ikonowicza

Tadeusz Konwicki  nazwał wileńską  Nowostrojkę ”bandycką dzielnicą”, do której obcemu niebezpiecznie się zapuszczać,  bo można dostać nożem.   Na czas wojny to była wręcz znakomita opinia.  Na tym drewnianym przedmieściu, które okazało się dla nas przyjazne,  my i sporo przyjaciół moich rodziców znalazło schronienie  przed łapankami i wywózkami. Stąd  można było dotrzeć nie wychodząc z lasu do Puszczy Rudnickiej,  matecznika jednej z największych armii partyzanckich w okupowanej Europie.   Wkrótce,  ojciec tam odszedł, a ja,  11-letni mężczyzna,   zacząłem chodzić – niekiedy tymi samymi leśnymi ścieżkami – od wsi do wsi jako  domokrążny handlarz, aby pomoc matce wyżywić rodzinę.

Umiłowane przez jego polskich mieszkańców Wilno  i Wileńszczyzna  były  niezwykłym kalejdoskopem kilku współżyjących ze sobą narodów, kultur, wyznań i tradycji, który wydarzenia wojenne wprawiły w zawrotne wirowanie.

Dla wielu był to taniec śmierci.

Znalazłem się w samym środku  niezwykłych wydarzeń.  Jednak gdyby nie  szereg następujących po sobie zastanawiających zbiegów okoliczności , z których pierwszy wydarzył się na kilkanaście lat przed moim urodzeniem,  ten mój „reportaż wojenny”  nigdy by nie powstał.

Osobiste archiwum wojenne teścia mojej siostry Marii ,  pułkownika Wincentego Chrząszczewskiego, ostatniego dowódcy Wileńskiego Okręgu AK i jednego z byłych dowódców legendarnego Pułku Ułanów Krechowieckich,  spadło mi „jak z nieba” już w trakcie pisania książki. Przywiózł je wnuk Marysi, Michał, który powrócił do Polski z Londynu.

M.in. dzięki takim zbiegom okoliczności  zdarzenia opisane w „Pohulance” dzieją się – jak w filmie – jednocześnie w kilku planach.

Autor o sobie i swoim pokoleniu

Życia i przetrwania uczyła nas wojna,  ale zazdrościliśmy romantycznie o kilka lat od nas starszym, że czynnie walczyli z okupantem.   Może dlatego  paru moich najbliższych przyjaciół  i ja szukaliśmy spełnienia w zawodzie, który dostarcza mocnych przeżyć. I do którego dobrze przygotowało nas wojenne dzieciństwo.  To był także przypadek redakcyjnego kolegi, przyjaciela  i niedoścignionego mistrza reportażu– Ryszarda Kapuścińskiego. Oglądał „z pierwszej linii” i opisał dziesiątki wojen i powstań narodów Afryki wybijających sie na niepodległość.  Nie opuszczało go dziennikarskie szczęście. Inny z moich najbliższych przyjaciół , z którym zaczęliśmy próbować  na serio dziennikarskiej przygody jeszcze w liceum,  świetny pilot Janusz Chudzyński, miał go mniej. Podobnie jak Ryszard, pisał odważnie o realiach krajowych i dostał całkowity zakaz uprawiania zawodu.  Jego  znakomitego scenariusza  filmowego – dramatycznej opowieści o polskiej  załodze  bombowca RAF-u nad Niemcami –  nie dopuszczono do realizacji.  Janusz wkrótce umarł.

Pierwsza z moich zagranicznych przygód  – korespondenta zagranicznego PAP – skończyła się po dwóch latach oficjalnym wylaniem mnie jako persona non grata ze stalinowskiej jeszcze wtedy Bułgarii . Okazało się, że to niezły początek.   Potem były  „zrewoltowana” Ameryka Łacińska ,  Hiszpania u schyłku frankizmu i w początkach demokracji, portugalska Rewolucja Goździków i praca korespondenta wojennego w  Afryce.  Stąd kilka książek: Hiszpania bez kastanietów; Wyspa Nadziei; Zawód korespondent: Wilno, Hawana, Madryt; Angola Express i   poświęcona mojemu przyjacielowi  Hombre Kapuściński.

Ostatni konflikt, który opisywałem jako specjalny wysłannik PAP, była to krótka, ale krwawa wojna rosyjsko-gruzińska w sierpniu 2008 roku.

 

Tytuł:  Pohulanka

Autor: Mirosław Ikonowicz

Redakcja i korekta: Maria Kąkol

Projekt graficzny i łamanie: Nina Adrjanczyk, Dawid Adrjanczyk

Redakcja techniczna: Leszek Marcinkowsk

Książka z serii wydawniczej Pierwsze Pisklę

Opis: okładka twarda

Liczba stron: 240

Wymiary: 165 x 205 mm

Papier środka: Alto creme 1,5. 90 gsm

ISBN: 78-83-64870-10-1

Wydanie I, Warszawa 2018

Premiera: 15 kwietnia 2018 roku

Zostaw komantarz